"Co za kretyn" myślę za każdym razem gdy widzę jak mój syn zamiat uczyć się do matury, to się po prostu obija. Chodzi na imprezy, a mówi że się uczy. Zżymam się okropnie. A on na to, że "Mamuśka zdam, trzeba podejść psychologicznie - są sposoby, aby bez problemu zdać maturę".
Oho. Chyba mi katus tu wyrośnie, jeśli on z takim podejściem zda.
Czy ten smarkacz naprawdę sądzi, że bez kucia uda mu się pozbyć stresu w trakcie egzaminów? Czy wiedza, którą posiada wystarczy? Jak uaktywnić posiadane i czasem głęboko skrywane umiejętności?
Prawda jest taka, że będąc beznadziejnie nadopiekuńczą i toksyczną matką chyba sama prowokuję takie jego zachowanie. Z drugiej strony, to chyba - do diaska! - lekka przesada, abym jeszcze i to brała na siebie. A może cho**ra jeszcze płatkami róż drogę usypię, aby tylko zechciał się uczyć. Chromolę.
No chyba przestanę się przejmować.
Właściwie to matura nie jest tylko sprawdzianem poziomu wiedzy. To sprawdzenie się w trudnej sytuacji. Wiedza potrzebna do zdania egzaminów nabywana jest przez lata nauki. Durna szkoła jednak nie uczy jak radzić sobie ze stresem, który paraliżuje myślenie i zaniża wyniki. Tego każdy musi nauczyć się sam.
Rzeczywiście psychologiczne przygotowanie do matury jest często ważniejsze niż dodatkowo fragment wiedzy. Jest w psychologii nurt, który zajmuje się szukaniem odpowiedzi na pytanie, jak radzić sobie ze stresem - na to postawię i dam sobie luz. W końcu ja maturę już z mam.
0 comments:
Prześlij komentarz